Browsed by
Autor: Zbigniew Walc

Dziedzictwo

Dziedzictwo

Zastanawiam się czasami nad dziedzictwem rodzinnym i czym ono jest ?

Jako, że w sensie materialnym zwykle niewiele odziedziczyliśmy po naszych przodkach. Czy jednak  jest jeszcze coś co po nich nam pozostaje ?  Czy jest to tylko pula genów ?  Czy dla nas dziś ma znaczenie kim byli i co osiągnęli nasi rodzice oraz dziadkowie ?

Według naukowców to kim jesteśmy to w 50% zasługa naszych genów – jeśli chcesz być wiarygodny powinieneś dodać :”według  amerykańskich naukowców” 😉 . Pozostałość  to czynniki społeczne czyli wpływ rodziców, rówieśnicy w szkole, edukacja, wychowanie religijne, doświadczenia zdobyte podczas lat naszego życia. To z całą pewnością ma znaczenie w kształtowaniu  naszej osobowości i charakteru.

Moje zainteresowanie i refleksje na temat  tego co „odziedziczyłem” pomagają mi zrozumieć kim jestem dzisiaj.  Owo dziedzictwo jest częścią mojej tożsamości.

Na pewno geny mają swoje znaczenie gdy chodzi „parametry” odpornościowe mojego organizmu oraz  kondycję mojego ciała a częściowo i umysłu. Z całą pewnością rodzice i atmosfera w rodzinie miały wpływ na  kształt mojej duszy dzisiaj . Czy to wszystko ?

Myślę jednak, że w tym wszystkich kim jesteśmy lub kim się stajemy nie jesteśmy skazani  tylko na geny i wychowanie jakie otrzymaliśmy od naszych rodziców. Nie mieliśmy na nie wpływu.  Mamy jednak naszą cenną, wolną wolę, dzięki której podejmujemy różnego rodzaju decyzje, dokonujemy różnego rodzaju codziennych wyborów. Zarówno tych błahych, zdawałoby się nieistotnych jak i tych przełomowych.  Oby zawsze były one trafne, rozważne i brzemienne w błogosławione konsekwencje 🙂 .

Badając historię naszych dziadków, pradziadków, dawnych krewnych dowiadujemy się jakich wyborów oni dokonywali. Na miarę dostępnej wiedzy, na podstawie listów, życiorysów, danych urzędowych, ogłoszeń prasowych i fotografii  maluje się nam obraz naszych przodków i czasów w jakich żyli.

Wczoraj wieczorem sięgnąłem  po raz kolejny do życiorysów Ireneusza Waltza oraz do listu jego matki, Heleny Tomaszy , który napisała do niego z więzienia, niedługo przed swoją śmiercią…. Niezmiennie, gdy go czytam, porusza mnie jego treść i ładunek emocjonalny w nim zawarty.  Niezwykła, wręcz zaskakująca wiara w Bożą dobroć, jej szczerość, szacunek oraz  mądrość odchodzącej matki dającej ostatnie wskazania swemu jedynemu synowi …

Aby zrozumieć pełniej naszych dziadków trzeba pamiętać o kontekście rzeczywistości  w jakiej żyli. Gdy sięgnie się głębiej do tej wiedzy okazuje się, że czasy w których żyli były naprawdę pełne wyzwań. Musieli mierzyć się z wieloma sprawami  o których dzisiaj nie mamy żadnego pojęcia. Oprócz codziennych obowiązków związanych z zapewnieniem rodzinie bytu (a były to rodziny wielodzietne) zmagali się z chorobami o których my dziś już (dzięki medycynie) nie słyszymy. No i nie było internetu oraz kablówki.  Śmierci bliskich, wojny, kryzysy  zmuszały ich do emigracji, wędrówek i  adaptacji w ciągle zmieniających się warunkach.

Były to wyzwania, które dla nas, ludzi żyjący od 70 lat w pokoju, komforcie i względnym dobrobycie byłyby nie do wyobrażenia.  Żeby o tym się przekonać jeszcze dziś możemy posłuchać świadectw tych spośród naszych rodzin, którzy przeżyli II Wojnę Światową.  To są ważne historie, o których dobrze abyśmy nie zapomnieli. To są doświadczenia, które ukształtowały  poprzedzające nas  pokolenie i mają wpływ na obecne. To jest właśnie nasze duchowe dziedzictwo.

Mówi o tym historia życia wielu naszych Walc(tz)ów, którzy mimo swego austriackiego pochodzenia i możliwości innego wyboru decydowali się aby być Polakami. Być może był to wpływ polskich matek, być może był to wpływ kościoła,  ale jednak decydowali brać udział w tworzeniu organizacji patriotycznych, decydowali się walczyć w Polskim Wojsku z bolszewikami a potem z Niemcami podczas Kampanii Wrześniowej. Decydowali się narażać życie w działalności  konspiracyjnej, trafiali do obozów koncentracyjnych lub łagrów, niejednokrotnie płacąc za swe wybory najwyższą cenę .  Myślę, że życie niektórych z naszych dziadków mogłoby stanowić dla nas niezwykłą inspirację.

To co mnie intryguje i zadziwia to fakt jak nasi Walcowi przodkowie przekształcili się z austriackich kolonistów w polskich obywateli i patriotów.   Nie mam tu na myśli  patriotyzmu fanatycznego –  ale nazwałbym go raczej  patriotyzmem praktycznym.

Biorąc pod uwagę dwieście lat znanej nam historii naszej rodziny możemy nakreślić pewną wyraźną charakterystykę, tendencję, która opisuje strategie  i wartości  cenione przez naszych przodków.

Po pierwsze wiemy, że nasi  przodkowie kultywowali religię rzymsko katolicką. Z całą pewnością miało to wpływ na kształtowanie się ich sumień oraz kultury. Jednak nigdy nie znalazłem informacji aby ktokolwiek z rodziny wstąpił do zakonu albo został duchownym.

Po drugie  nasi przodkowie cenili wykształcenie i w czasach w których nauka  nie była obowiązkowa inwestowali w swoje dzieci aby pobierały naukę w szkołach powszechnych,  gimnazjach a nawet wyższych uczelniach. Jest to tym bardziej znaczące , że w XIX wieku kształcenie dzieci,  zwłaszcza na wyższych poziomach było sprawą kosztowną. Tym bardziej jeśli miało się ich dużo.

Po trzecie wiemy, że nasi dziadowie byli przedsiębiorczy i gotowi do podejmowania wyzwań.  Byli rzemieślnikami i specjalistami w różnych  dziedzinach, zakładali i prowadzili prosperujące przedsiębiorstwa, byli właścicielami kamienic i hoteli. Wielu z nich miało zmysł biznesowy i potrafili poruszać się w ówczesnych realiach rozwijającej się gospodarki Cesarstwa Austro-Węgierskiego , Imperium Rosyjskiego lub odrodzonego Państwa Polskiego .

Nacisk na edukację, przedsiębiorczość i gotowość do zmian pozwalają dostrzec pewnego rodzaju zmysł strategicznego myślenia,  które swoim inwestowaniem wybiega naprzód, poza bieżące potrzeby, patrząc w przyszłość …  Jest to niezwykła cecha.

Po czwarte, jak już wspominałem wcześniej, nasi pradziadkowie wrośli w Polskę i stali się częścią polskiej społeczności  podejmując różnego rodzaju działalność patriotyczną i kulturalną. Zaangażowanie wielu z nich i ich walka w obronie lub na rzecz wolnej Polski może być dziś dla nas czymś więcej niż ciekawostką ale także  powodem do chluby. To również jest ważną elementem  naszego duchowego dziedzictwa, o którym nie powinniśmy zapominać .

Wymieniłem tylko cztery elementy charakteryzujące naszą rodzinę. Na pewno można by wymienić jeszcze kilka innych.  Oczywiście, nasi  dziadkowie i babcie nie zawsze byli doskonałymi ojcami, mężami , matkami lub żonami. Z całą pewnością popełniali błędy i echa tych spraw czasami dochodzą do nas.

Jednak my chcemy być tym lepszym pokoleniem. Chcemy uniknąć błędów aby  być dobrymi ojcami i matkami, mężami i żonami. I powiem Wam coś – mamy szansę i potencjał ! Bo wiele zależy od naszych słów oraz decyzji. A wierzę, że opatrzność Boża wspomoże nas w tych wyzwaniach 🙂

Krakowski przełom…

Krakowski przełom…

Jakieś dwa i pół miesiąca temu zabrałem się za przeglądanie dostępnych w sieci dokumentów krakowskiego Archiwum Państwowego. Podchodziłem do tego dosyć sceptycznie mając w perspektywie przeglądanie setek zeskanowanych dokumentów. Na szczęście okazało się, że dostępne spisy mieszkańców Krakowa z lat 1880, 1890, 1900 i 1910 zawierają również indeksy alfabetyczne. Dzięki temu dość szybko udało mi się odnaleźć Ferdynanda Józefa Walza wraz z jego rodziną zamieszkałą w Krakowie przy ulicy Szpitalnej. Spis z 1880 roku wymagał spisywania dość szczegółowych informacji  dzięki czemu dowiedziałem się, że odnaleziony Ferdynand jest „naszym” Walzem, synem Franciszka i Klary Weisnek, urodzonym w Bielsku  (Bielsko-Biała) w maju 1841 (choć w spisie figuruje data 1842 roku).  Aby upewnić się w swoich przypuszczeniach zacząłem sprawdzać najbliższe  parafie i dostępność zeskanowanych dokumentów mogących potwierdzić trafność moich wniosków. Najbliższą miejscu zamieszkania parafią był kościół Najświętszej Marii Panny na krakowskim rynku. Okazało się to strzałem w dziesiątkę gdyż udało mi się odnaleźć metryki dwóch synów Ferdynanda gdzie wymienieni są również jego rodzice. Dzięki tej informacji składają się nam w całość puzzle dotyczące krakowskiej gałęzi rodowej Walzów.  Ferdynand Józef Wilhelm wraz z żoną Amalią z domu Strzechowską miał trzech synów i jedną córkę : Ferdynanda, Stanisława, Franciszka i  Amalię. Ferdynand junior po ukończeniu gimnazjum poszedł służyć jako podoficer do cesarsko-królewskiej kawalerii, następnie jako kierownik oddziału konnego krakowskiego „Sokoła” szkolił przyszłych kawalerzystów a potem w Krakowie otworzył własną szkołę jeździecką. Ciekawostką jest to, że w okolicach 1898 roku Ferdynand zmienił nazwisko na „Targoski” . Odkrycie tego faktu wielce ułatwiło dalsze poszukiwania. Stanisław skończył studia we Lwowie, został znanym w Krakowie architektem, miał własny hotel i był współwłaścicielem spółki akcyjnej.  Franciszek natomiast zrobił karierę w „budżetówce” ponieważ został urzędnikiem cesarsko-królewskich kolei żelaznych. Nie znamy jeszcze losów Amalii. Wszyscy trzej synowie Ferdynanda mieli własne potomstwo a kolejni ich potomkowie założyli własne rodziny. Zawierucha wojenna lat 1939-45 nie ominęła rodziny. Poszczególni Walzowie zostali rozproszeni z Krakowa do Rzeszowa, Wrocławia a kilku przypadkach nawet do Szwecji.  Dziś jestem na tropie sporej grupy naszych krewnych i mam nadzieję na nawiązanie kontaktów z wnukami i prawnukami trzech synów Ferdynanda Józefa i mam nadzieję, że utracone więzi i kontakty zostaną odnowione.

Wiktor Walc 1910-1939

Wiktor Walc 1910-1939

Po dłuższej przerwie wracam z tematem „Walcowych” bohaterów. Przyznam się, że grzebiąc w dokumentach i biografiach naszych przodków chciałem odnaleźć jakieś „chwalebne karty” ich życiorysów, czegoś co sprawiłoby, że poczulibyśmy się jako rodzina, nieco bardziej dumni. Dziś chciałbym wspomnieć o Wiktorze Walc.

Wiemy, że przyszedł na świat 6 marca 1910 roku w Ostrołęce z ojca Franciszka Karola i matki Zofii. Uczęszczał do Gimnazjum Państwowego w Ostrołęce gdzie ukończył 5 klas. W życiorysie Wiktor wspomina, że po śmierci swojego ojca w 1927 roku (z życiorysu napisanego w 1937 roku wynika, że Franciszek Karol, tata Wiktora zmarł w 1927 roku a nie w 1931 jak to jest uwidocznione na grobowcu rodzinnym w Ostrołęce) zmuszony został do przerwania nauki i podjęcia pracy. Podjął ją w biurze geodezyjnym Wacława Trojanowskiego w Warszawie przy ul. Polnej 71 w charakterze młodszego technika mierniczego i kreślarza i pracował tam do końca lutego 1929. Od 4 kwietnia 1931 roku Wiktor pracował fizycznie w Tartaku Państwowym Parciaki a potem również w kancelarii tegoż tartaku. W 1932 trafił do wojska gdzie służył w 33 pułku piechoty w Łomży i tam skończył szkołę podoficerską w stopniu kaprala. Po wyjściu z wojska Wiktor pracował sezonowo w tartaku Parciaki do 1935 roku a od 1 czerwca 1935 roku został zatrudniony w rodzinnej firmie guzikarskiej u swojego brata Jana Ryszarda Walca w charakterze księgowego. Ważną datą w życiu Wiktora jest 1936 rok kiedy to w kwietniu ożenił się z Zofią z domu Kurpiewską, z którą miał dwoje dzieci : Jerzego i Elżbietę. W styczniu 1937 zmienił pracę  i zatrudnił się w tartaku w Kaliskach koło Starogardu Gdańskiego gdzie przeprowadził się z rodziną.

Starałem się prześledzić jego losy wojenne we wrześniu 1939 roku, kiedy to Wiktor udał się na wezwanie wojska, do punktu ośrodka mobilizacyjnego 20 DP w Słonimiu na Polesiu. Wiemy, że był co najmniej w stopniu kaprala i prawdopodobnie dowodził drużyną. Był więc odpowiedzialny za życie co najmniej kilkunastu ludzi. I to on prowadził ich do boju w potyczkach i bitwach w jakich uczestniczyli idąc z Polesia w stronę Mazowsza i Warszawy.

Wiele faktów dowiedziałem się z relacji świadków i uczestników Wojny Obronnej 1939 roku, którzy podobnie jak Wiktor trafili do Słonimia skąd dalej pod dowództwem Gen. Kleeberga przeszli szlak bojowy aż do samego Kocka. Czytając wspomnienia pułkownika Epplera, dowódcy dywizji „Kobryń” natrafiłem na następujący fragment : „ Doszedł wreszcie batalion 79 pp ze Słonimia. (14 września)… Serce każdego starego żołnierza radowało się, gdy patrzył na ten batalion złożony z samych ochotników wybranych z ośrodka zapasowego 20 Dywizji Piechoty. Młode, uśmiechnięte twarze, szczere żołnierskie oczy i pieśń żołnierska, tak rzadka we wrześniu 1939 roku. Dzielny był to batalion, doskonale dowodzony i dlatego po kres swego istnienia pozostał samodzielnym batalionem 79 pp.”

Czytając dokument sądowego stwierdzenia zgonu popartego świadectwem dwóch świadków możemy odnieść wrażenie, że w obliczu nacierającego nieprzyjaciela wojsko polskie będąc nieustannie w odwrocie ciągle „podawało tyły” przeciwnikowi zmierzając do nieuchronnej klęski. Jednak gdy zapoznamy się z relacjami uczestników tej bitwy dowiemy się, że to właśnie wtedy wojsko Generała Franciszka Kleeberga zmusiło niemiecką 13 DPZmot do odwrotu w obawie przed okrążeniem i klęską. Co innego gdy czytamy zwięzły opis bitwy pod Kockiem (Wikipedia) a inaczej gdy zagłębiamy się w relacje i szczegóły z których dowiadujemy się, że SGO Polesie było znaczną siłą (ok. 20 000 ludzi) polskiego zdyscyplinowanego wojska zdolnego zagrozić znacznie lepiej uzbrojonym i zaopatrzonym dywizjom niemieckim. Gdy czytamy krótką historię zgrupowania Generała Kleeberga dowiadujemy się, że Dywizja Brzoza i Dywizja Kobryń musiały stawić czoła nie tylko niemieckim atakom (bitwa o Kobryń) ale także walczyli z bojówkami bolszewickimi oraz ukraińskimi, które to we wrześniu 1939 roku zbrojnie powstały przeciw Polakom mieszkającym na Polesiu paląc ich gospodarstwa i folwarki. Zastanawiam się w której jednostce służył Wiktor i jak odnajdował się w tych wojennych okolicznościach, maszerując w nocy, śpiąc na sianie lub w stodole oraz walcząc z nieprzyjacielem…

Wiemy, że żołnierze zmobilizowani w Słonimiu służyli głównie w Dywizji Brzoza (przemianowanej później na 50 Dywizję Piechoty) ale także w samodzielnym batalionie 79pp w ramach Dywizji Kobryń (później 60 Dywizja Piechoty). Oddziały SGO Polesie kilkakrotnie walczyły z wojskami sowieckimi odpierając ich ataki i rozbijając ich oddziały. W bitwach pod Jabłoniem i Milanowem żołnierze Kleeberga nie tylko rozbili bataliony Armii Czerwonej ale zdobyli też wiele sprzętu, aprowizacji i amunicji. Wzięci do niewoli „sołdaty” prosili o przydziały w polskim wojsku ponieważ w sowieckim wojsku byli źle traktowani, biednie ubrani i słabo karmieni.

W miejscu tym chciałbym nadmienić, że pod Kockiem w ramach Dywizji Kawalerii „Zaza” (Gen.Z.Podhorski), w 10 Pułku Ułanów Litewskich walczył Stefan Sokolik, tata naszej cioci Wiesławy Maleszka i jednocześnie zięć Anny Marii Kornackiej z domu Walc. Tenże 10 Pułk Ulanów, na początku Kampanii Wrześniowej, w dniach 2-4 września odbył wypad na teren Prus Wschodnich wprowadzając zamieszanie na tyłach niemieckich. Po wielu perypetiach pułk ten wszedł w skład Brygady „Plis” i następnie po połączeniu z SGO Polesie walczył 2X pod Serokomlą a następnie 5X w rejonie Woli Gułowskiej aż do kapitulacji (spowodowanej brakiem amunicji) SGO Polesie w dniu 6X. Rezultatem działań owego 10 Pułku Ułanów było: zniszczenie 18 czołgów, 19 samochodów pancernych, 12 motocykli, 1 radiostacji oraz zestrzelenie 1 samolotu.

Jeśli Wiktor służył w samodzielnym batalionie 79pp – to służył w jednym ze wzorcowych oddziałów, o wysokim morale i dużej wartości bojowej. Pod Kockiem walczyłby głównie o Wolę Gułowską a następnie goniąc wycofujących się Niemców pod Konorzatką (5X).

Jeśli zaś Wiktor służył w Dywizji Brzoza to prawdopodobnie walczył pod Kockiem bijąc się o Białobrzegi i Stoczek (3X) a potem pod Adamowem (4-5X). Stąd do Serokomli jest ok. 9-10 km. Wojska Gen. Kleeberga były ostatnimi regularnymi oddziałami Wojska Polskiego broniącymi kraju podczas agresji niemieckiej i sowieckiej w wojnie obronnej 1939 roku.

Niestety Wiktor nie doczekał finału tej bitwy oraz dnia kapitulacji . Według zeznań świadków zginął 4X w godzinach wieczornych w okolicach Serokomli. Niestety nie znamy szczegółów tego wydarzenia ani miejsca jego pochówku. Nie ma go również w zestawieniach żołnierzy oraz na listach poległych. Dobrze byłoby odnaleźć jego mogiłę : „kto szuka, ten znajdzie”…

Mamy kilka fotografii, życiorys ręcznie pisany, dokumenty, wspomnienia o człowieku, który w tak młodym wieku opuścił swoją żonę oraz dzieci… A jednak, gdyby wiedział jak potoczy się życie jego potomnych z całą pewnością cieszyłby się i byłby dumny ze swoich dzieci, i wnuków i prawnuków.

Anna Walz z domu Sax – Powązki

Anna Walz z domu Sax – Powązki

Minęło już trochę czasu od naszego Zjazdu i mam nadzieję, że dzięki temu nieco lepiej się poznaliśmy i będziemy utrzymywać kontakty między sobą. W nawiązaniu do naszych rozmów i ustaleń zjazdowych podjęliśmy decyzję o poczynieniu starań w celu  odzyskania praw do grobu Anny Walz z domu Sax, pierwszej małżonki Franciszka Karola Walza – naszego pradziadka. W tym celu potrzebowaliśmy osoby, która w prostej linii jest spokrewniona z pochowaną Anną Walz. Taką osobą jest Ciocia Wiesława M., która zgodziła się pomóc w tej sprawie. Zebraliśmy potrzebne dokumenty metrykalne, sporządziliśmy drzewo genealogiczne, napisaliśmy i złożyliśmy wniosek do zarządu Cmentarza Powązkowskiego o zarejestrowanie grobu Anny Walz.

Kilka dni temu spotkałem się z Księdzem Dyrektorem i otrzymałem informację o pozytywnym rozpatrzeniu naszego wniosku. Aby dopełnić formalności na konto Cmentarza Powązkowskiego musimy wpłacić kwotę 10 000 PLN + 8% VAT (otrzymamy fakturę), która jest wymagana do rejestracji grobu (na 20 lat) i pozwoli nam podjąć działania w celu odnowienia pomnika. Pieniądze zbieramy na koncie dedykowanym tylko dla tego celu. Jeśli potrzebujesz numeru tego konta – proszę skontaktuj się ze mną.

Jeśli uda nam się zebrać dodatkowe 5 000 PLN + 8% VAT będziemy mogli przekształcić ten grób z ziemnego na grobowiec. Wtedy taka rejestracja jest ważna na 99 lat a sam grobowiec może służyć Naszej Rodzinie.  Z góry dziękuję każdej osobie, która zdecyduje dołożyć się do dzieła odzyskania i odnowienia tego ważnego pomnika rodzinnego.

Badania ksiąg meldunkowych Raciborza

Badania ksiąg meldunkowych Raciborza

W ostatnich dniach marca w Archiwum Państwowym w Raciborzu została przeprowadzona kwerenda ksiąg meldunkowych miasta Raciborza z lat 1800-1820. Otrzymałem raport od genealoga, który przeprowadzał poszukiwania lecz niestety wyniki tej pracy nieco mnie rozczarowały. Miałem nadzieję, że tym razem uda się odnaleźć informacje na temat Antona Walz, który przybył do Bielska właśnie z Raciborza. Co prawda odnaleziono kilka osób o podobnym nazwisku (Welc) zamieszkałych w tym czasie w Raciborzu ale niestety najprawdopodobniej nie są one spokrewnione z rodziną Walz.  Mimo wszystko nie zamierzamy poprzestawać na księgach meldunkowych dlatego też otrzymałem informację, że dokumenty metrykalne Raciborza z XVII i XIX wieku są dostępne na filmach, które po zamówieniu są dostępne do przeglądania w Centrum Historii Rodziny w Warszawie należącym do Kościoła Świętych Dni Ostatnich. Wspomniane filmy zostały już zamówione przeze mnie i niebawem sprawdzę je pod kątem występowania naszego nazwiska. Może w końcu uda odnaleźć się kolejnych przodków a być może nawet informacje na temat rodziców Antona i Franciszka.

Wypis aktu ślubu Antona Walz i Frideriki Minzberger z 1806r w parafii Św.Mikołaja w Bielsku-Białej

 

Zjazd Rodzinny

Zjazd Rodzinny

impreza firmowa w zakładzie guzikarskim w Ostrołęce

Już od dłuższego czasu myśleliśmy o zorganizowaniu zjazdu rodzinnego. W związku z tym zdecydowaliśmy, że  24 czerwca 2017 odbędzie się Pierwszy Zjazd Rodzin Walc oraz Waltz. Nasze spotkanie odbędzie się w Ostrołęce w Hotelu „Nad Narwią”. Wiele osób już potwierdziło swoje przybycie więc liczymy na to, że spotkamy się tam w szerokim gronie aby wspólnie spędzić czas na miłych rozmowach w zacnym gronie oraz na rozrywce. Do większości osób prawdopodobnie dotarło już oficjalne, pisemne zaproszenie dlatego też proszę wszystkie zainteresowane osoby o potwierdzenie przybycia na Zjazd z informacją na temat ilości osób, które z Wami przybędą.

Księgi meldunkowe Raciborza

Księgi meldunkowe Raciborza

Znalezione obrazy dla zapytania racibórzW ostatnich dniach otrzymałem od jednego ze znanych mi już genealogów propozycję na sprawdzenie ksiąg meldunkowych miasta Raciborza z lat 1800-1820. Przypominam, że właśnie z Raciborza pochodził Anton Walz który przybył do Bielska i  13 stycznia 1807 roku wziął ślub z Frederiką Mintzberger. Przeszukanie tych dokumentów, które nie zostały dotąd zdygitalizowane, daje nam szanse na odnalezienie naszych dalszych przodków. Koszt badań ksiąg to 600 PLN. Osoby chętne do partycypacji w tych kosztach proszę o kontakt ze mną na priv lub FB. Zbyszek