Browsed by
Miesiąc: Kwiecień 2020

Miłość w czasach zarazy

Miłość w czasach zarazy

Ferdynand Waltz
Ferdynand Waltz ok. 1913 r

W naszej rodzinie mieliśmy co najmniej czterech Ferdynandów, wobec których czyniliśmy długie poszukiwania w celu potwierdzenia powiązań pokrewieństwa oraz aby dowiedzieć się czegoś o ich życiu, poznać losy oraz dokonania.

W obecnym czasie ogólnoświatowej pandemii Covid 19 często wspomina się podobne wydarzenie z historii, które miało miejsce 100 lat temu, a które zebrało żniwo większe nawet niż cała I Wojna Światowa. Cofając się do tamtych czasów chciałbym wspomnieć o jednym z naszych Ferdynandów.

W 1913 roku Ostrołękę opuścił Ferdynand Waltz, syn naszego pradziadka, Franciszka Karola Waltza znanego jako właściciela fabryki guzików w Ostrołęce. Był on siódmym dzieckiem Franciszka oraz urodzonej w Wiedniu Anny z domu Sax.  Do niedawna o Ferdynandzie wiedzieliśmy tylko tyle, że wyemigrował z Ostrołęki (ówczesnego zaboru rosyjskiego) wyjeżdżając do Ameryki. Jednak dzięki pracy poszukiwawczej wiemy, że wiosną 1913 roku młody Ferdynand zaopatrzony w zarobione pieniądze i bagaż podręczny udał się w odważną podróż „na koniec świata” w poszukiwaniu lepszych perspektyw i „nowego otwarcia”. Prawdopodobnie koleją udał się do Warszawy a potem przez Poznań i Berlin dotarł do Hamburga. Podróż trwała zapewne kilka tygodni ale wiemy na pewno,  że już w kwietniu 1913 roku Ferdynand dotarł do portu Halifax w Kanadzie na pokładzie statku „Wasgenwald”.

Z dostępnych dokumentów dowiadujemy się, że Ferdynand był szczupłym nastolatkiem (19 lat) o niebieskich oczach i jasnych włosach. Po wypełnieniu wszystkim formalności imigracyjnych i przekroczeniu granicy amerykańskiej zameldował się w Buffalo (USA, N.York) gdzie udało mu się znaleźć pracę robotnika. Trzymał się blisko tamtejszej Polonii co w owym czasie nie było czymś trudnym ponieważ w Buffalo znajdowało się jedno z największych skupisk polskiej emigracji w całym USA. Ferdynand, jako katolik, z pewnością odwiedzał polskie parafie, które dla wielu rodaków pełniły ważną funkcję integracyjną. Tak czy inaczej, okoliczności sprawiły, że pewnego dnia młody Ferdek poznał urodziwą dziewczynę z sąsiedztwa – Rozalię. Była ona córką  pochodzących z wielkopolski emigrantów, Stefana oraz Pauliny Ratajczaków przybyłych do USA kilka lat wcześniej. Trudno określić kiedy dokładnie młodzi się spotkali przypuszczam jednak, że mogłoby to być około połowy 1916 roku lub nawet wcześniej. Miłość i wzajemny afekt sprawiły, że jakiś czas potem, 23 października 1917 roku w Parafii Św. Jana Kantego w Buffalo odbył się ich ślub. Trudno stwierdzić czy wydarzenie to zostało poprzedzone „zapowiedziami” oraz okresem narzeczeństwa wiadomo jednak, że zamiar zawarcia małżeństwa został ogłoszony 17 października 1917 roku w lokalnej gazecie Buffalo News w dziale ” Marriage Licences” z którego wynika, że w tamtym czasie Ferdynand zamieszkiwał na ulicy Shafer Street 15.  Jak się wkrótce okazało owocem miłości młodego Ferdynanda i Rose były narodziny Ferdynanda Franka Waltza, który przyszedł na świat 13 grudnia 1917 roku. Wszystko to działo się w czasie, w którym na świecie trwało zamieszanie związane z Wielka Wojną i zapewne z tego powodu w dniu 12 września 1918 roku Ferdynanda Waltza zarejestrowano jako potencjalnego rekruta w razie potrzeby mobilizacyjnej . W karcie rejestracyjnej widnieje już nowy adres zamieszkania młodych małżonków : Buffalo, 31 Hirschbeck Street.

karta rejestracyjna
Ferdynand zarejestrowany jako rekrut US Army 1918 r

Niedługo później, 20 września, wraz z doniesieniami o grypie szalejącej w pobliskim obiekcie wojskowym oraz  wiadomościami o rozprzestrzenianiu się choroby na północnym wschodzie USA,  komisarz ds. zdrowia miasta Buffalo, dr Franklin C. Gram poprosił lekarzy miejskich o zgłaszanie do Departamentu Zdrowia wszelkich napotkanych przypadków grypy. Celem komisarza Grama było nie tylko uzyskanie dokładnych statystyk dotyczących choroby w jego mieście, ale także izolowanie i poddawanie kwarantannie wszystkich zarażonych. Dziesięć dni później lekarze w Buffalo zgłosili pięćdziesiąt przypadków zachorowań w mieście.

Do tej pory mieszkańcy Buffalo mieli jeszcze swobodę normalnego funkcjonowania lecz nie trwało to jednak długo. W dniu 10 października, działając zgodnie z rekomendacją komisarza Grama i na podstawie upoważnienia udzielonego mu przez radę miasta, burmistrz Buck nakazał zamknięcie wszystkich szkół, kościołów, salonów, kin i teatrów, sal bilardowych, lodziarni i sklepów z napojami, a także zakazały wszelkiego rodzaju spotkań w pomieszczeniach.

Tymczasem epidemia Buffalo zaostrzyła się. W pierwszym dniu nakazu zamknięcia zgłoszono ponad 1700 nowych przypadków i 53 zgonów. Producenci trumien nie mogli nadążyć z potrzebami a  ich zwykła wydajność wynosiła trzydzieści sztuk dziennie natomiast liczba zgonów epidemicznych znacznie przekroczyła tę liczbę. Szpitale stały się zatłoczone pacjentami i rozpaczliwie potrzebowały lekarzy i pielęgniarek. Komisarz Gram reagując na zaistniałą sytuację rozkazał wydziałowi sanitarnemu rozpocząć produkcję trumien (rozdawane biednym za darmo) oraz skierował do władz Albany prośbę  wysłanie lekarzy zasiadających w komisjach stanowych do Buffalo w celu pomocy. Zgodnie z zasadą „wszystkie ręce na pokład” władze zwróciły się również do lekarzy miejskich, by na ochotnika zgłaszali się do opieki nad pacjentami a także poproszono pielęgniarki Czerwonego Krzyża służące w Fort Niagara o powrót do Buffalo. Stary budynek miejscowego liceum został przekształcony w szpital na 1000 łóżek. Wobec zaistniałej sytuacji pandemicznej zdecydowano się w końcu na zamknięcie miasta i ogłoszono, że nikt kto mógł być narażony na kontakt z wirusem lub wykazujący objawy choroby nie będzie mógł opuścić Buffalo ani do niego wjechać. Mieszkańcom zalecono noszenie maseczek ochronnych na twarz w miejscach publicznych.

W ciągu następnych dwóch tygodni epidemia Buffalo osiągnęła szczyt, przy czym w październiku zgłoszono ponad 22 000 przypadków i prawie 1800 zgonów. Pod koniec miesiąca zaczęły spadać statystyki nowych przypadków zachorowań a  28 października komisarz Gram ogłosił, że planuje znieść nakaz zamknięcia i grupowania się. Po kilku dniach upewnienia się, że liczba zachorowań nie wzrośnie ponownie, burmistrz miasta ogłosił że od 1 listopada Buffalo zostanie otwarte. Po kilku następnych dniach zostały otwarte szkoły a dnia 3 listopada oficjalnie ogłoszono zakończenie epidemii Buffalo. W ciągu następnych kilku tygodni epidemia ustąpiła całkowicie i życie w Buffalo wróciło do normy.

wykres

Wysoką cenę za epidemię zapłaciło miasto i jego mieszkańcy. Od początku epidemii we wrześniu 1918 r. do końca roku w Buffalo zgłoszono 28 398 oficjalnych przypadków grypy. Z tego dziewięć procent (około 2561) zmarło z powodu zapalenia płuc lub innych powikłań. Całkowity odsetek zgonów związanych z epidemią wyniósł 530 zgonów na 100 000 osób.

Nietypową cechą tej pandemii był odwrócony profil wiekowy jej ofiar. Umierali przede wszystkim ludzie młodzi i w średnim wieku (20–40 lat), podczas gdy zwykle na grypę umierają dzieci, osoby starsze i z osłabioną odpornością. Według amerykańskich badaczy sytuacja taka spowodowana była patologiczną, skumulowaną reakcją układu odpornościowego młodego organizmu (hipercytokinema) na zakażone wirusem organy co powodowało zniszczenie danego organu np. płuc.  Wyjaśnia to, dlaczego (w odróżnieniu od zwykłej  grypy) hiszpanka zabijała głównie młodych ludzi – ponieważ to zwykle młode osoby mają najsilniej działający układ odpornościowy.

Niestety, żniwo choroby dotknęło również młode małżeństwo Waltzów. Według rejestru kościelnego oraz „New York Death Index” Ferdynand zmarł 26 września natomiast Rozalia 10 października 1918 roku w wieku 20 lat. Dzisiaj możemy przypuszczać, że to właśnie podczas rejestracji w komisji wojskowej Ferdynand mógł się zarazić wirusem hiszpanki ponieważ to tam właśnie znajdowało się ognisko choroby na początku pandemii. Również dla rodziny Ratajczaków nie był to niestety ostatni cios. Niecały tydzień później, dnia 16 października tego samego roku zmarł Edward Ratajczak, brat Rozalii i szwagier Ferdynanda.  Oboje małżonków pochowano na którymś z cmentarzy w Buffalo lub okolicy – niestety dotąd nie wiemy na którym. W całej tej smutnej sytuacji pozostał jednak jeden pozytywny akcent. Epidemię hiszpanki przeżył mały Ferdynand Frank Waltz, który został przysposobiony przez swoich dziadków : Stefana i Paulinę Ratajczaków, którzy wraz ze swoimi pozostałymi dziećmi stworzyli dla niego drugą rodzinę w której dorastał do aż do pełnoletności.

 

* Informacje dotyczące przebiegu epidemii hiszpanki w Bufallo czerpałem z publikacji „Influenza Encyclopedia” opublikowanej w internecie przez University of Michigan.